jak spotkałem się z rybami.





kilka wolnych dni w sierpniu. miejsca, w których spędzałem z rodzicami wakacje. giby / posejnele / jezioro pomorze / suwalszczyzna.
pierwsze łódki z kory i tratwy z butelek powiązanych sznurkiem, pierwszy scyzoryk, wędka, latarka. wtedy, to był cały świat. przygoda!
ośrodki wczasowe: białostockiego teatru dramatycznego i zaraz obok niego, dużo większy - pracowników radia i telewizji.
policzyłem i okazało się, że nie byłem tam od siedmiu lat. w sumie wiele się nie zmieniło, chociaż w świetlicy tv już nie śnieży.
mało osób ogląda sierpniowy festiwal w sopocie.

na pierwszym zdjęciu mój tato, dalej, ta pani w okularach - to moja mama.








































3 comment(s):

Grzegorz Mazurowski said...

Świetne!
I... wiem, o czym piszesz. Jeździliśmy tuż obok (jez. Zelwa) pod namiot od lat '80, a brat mojej babci już od lat '40. Prawie co roku. Jez. Pomorze odwiedzaliśmy kajakiem, płynęło się Zelwą, potem rzeczką Marychą na Pomorze, w końcu po prostu kajak przenoszony był jakieś 500 m. przesmykiem z powrotem nad Zelwę. Ostatnio byłem tam jeden dzień dwa lata temu. Faktycznie niewiele się zmieniło. Tylko kajak (składak) ukradli mi z piwnicy. I raków jakby mniej?

Marta Chodorowska said...

Cudne!

disharmony of pixels said...

Marta, Grzesiek, dzięki!

Grzesiu, żeśmy się nie spotkali tam?!

Post a Comment